Włóczę się po lekarzach i szpitalach, ale to już nuda. Czekam na drugą chemię, to też znam, więc jakoś spokojnie i bez histerii sobie czekam. Pożeram tony leków, ale nie czytam już ulotek, nie chce mi się.
Życie osobiste też bez fajerwerków, bywają i wzloty i upadki, jak u każdego.
Dzieciaki mi rosną, Synuś już jest wielgaśnym 2 metrowym gościem, właśnie zdał egzaminy gimnazjalne i każe do siebie mówić pełnym imieniem, goli się. Starsza żyje swoim życiem na studiach i z tego co obserwuję, jest zadowolona. Ja również, bo indeks wygląda zachęcająco, ona sama kwitnąca. Młodsza dorasta, ładnieje i ma szansę podbijać męskie serca jednym machnięciem rzęs. Były-nieważny częściej odzywa się ludzkim głosem, co mnie cieszy, bo po cholerę mi się z nim użerać? W totolotka na pewno nie wygram głównej wygranej, więc pozostała mi akceptacja tego stanu rzeczy.
Staram się cieszyć, tym co mam, bywa że nawet mi się to udaje.
Odwiedzam Was i podczytuję z sentymentu, ale że ja milcząca jestem z natury, niewiele się odzywam w necie. A i też bywam zdecydowanie rzadziej niż kiedyś. Jednak ciepło myślę, zawsze.
Dużo czasu spędzam u Przyjaciółki na wsi w ciszy. Może taki czas ciszy właśnie dla mnie nastał?
Luśka jest kotem terapeutycznym. Ma własną wizję świata i uzdrawiania mojej skromnej osoby. Obsiada mnie np. w chwilach gdy to ona uzna, że jest mi to potrzebne. W wannie ale też o 3:29 rano, gdy rozmawiam przez telefon albo gdy mam na sobie najnowsze pończochy.
Luśka daje buzi na powitanie, wpycha mordkę do mojego talerza, włazi do zmywarki, pralki i wisi na suszarce głową w dół. Regularnie sprawdza zawartość mojej torebki i zawsze znajdzie coś ciekawego dla siebie. Jest wyjątkowo asertywna, jak uzna, że jest czas na zabawę, to jest i nie ma dyskusji.
Wieczorami gdy oglądamy TV, należy Luśce masować stopki, delikatnie. W zamian za to, Luśka wylizuje mi futro w sensie włosy. Dobrze, że nie muszę jej lizać :)
Podobno to kot ma człowieka, ten ewidentnie mnie sobie wziął zupełnie znienacka, bez mojej wiedzy i bezczelnie wykorzystuje do własnych-mruczących celów.
Po kilku dniach w posiadaniu, autorytarnie stwierdzam, że to są istoty z kosmosu, te koty. Przedziwna osobistość, ma niespełna rok, jest mieszańcem dachowca z jakimś długowłosym, rozgadanym, rozmruczanym i obrzydliwie kontaktowym stworzeniem. Najlepiej się czuje na mnie lub innym człowieku, którego może wykorzystać do miziania. Nie lubi weterynarza i wszelkich mokrych płynów w różnych własnych otworach. Jeszcze nie bardzo wiem, co się z kotem robi, ale ta kota wie co się robi ze mną ...
Teraz okazało się, że zmian nie lubię i się ich boję. Niby normalne.
Wcale mi się nie podoba, że kontrola kontroli jest mi niezbędna do życia a przysłowiowe "luzowanie pośladów" sprawia najwięcej problemów. Lubię panować nad swoim życiem, zaplanować, wykonać, postawić warunki i poprzeczkę wysoko a potem skakać do niej z wywieszonym jęzorem. Potem, kiedy już nie daje rady mam powód, żeby spędzić kilka dni w szafie plując na świat, że taki niedobry. Łoj straszno...łoj!
Dać czas czasowi i ufać, że będzie najlepiej jak może.
Czeka mnie wycięcie gnoja, całkowite, bez gadania i opcji pośrednich. Cieszy mnie to, cieszy w jakiś durny sposób. Wóz albo przewóz. Już zaraz, natychmiast najlepiej.
Bądźcie szczęśliwi w/g swojego planu i chcenia, po swojemu.
Dajcie sobie prawo do radości, miłości, spokoju.
Dajcie innym prawo do tego samego, bez względu na to czy się Wam to podoba czy nie.
Bądźcie uważni, na siebie ale na innych również.
Dla mnie ten rok 2011 był rokiem zmian, dużo się działo, jeszcze więcej się zmieniło, wiele skończyło. To był rok odchodzenia ludzi, zdarzeń, przeszłości, schematów. Ufam, że to wszystko na lepsze. Ba! ja WIEM, że na lepsze.
Zupełnie egoistycznie życzę sobie MIŁOŚCI-niech trwa, rozwija się, puchnie, pęcznieje, rośnie. Spokoju we wszystkich dziedzinach mojego życia. Dostatku, bez zmartwień, kłopotów i głupich ludzi piszących cierpkie i lepkie historie na mój temat, niech sobie piszą przeszkadzać nie będę. Zdrowia bez żadnego "ale", zdrowia i już!
choćbyś czuł NIC. Popatrz na anioła przed sobą. Nim zaśniesz snem starego świata, w gwiazd łonie urodzi się wraz z Tobą miłość do trzepotu skrzydeł. Wiń siebie tylko za wszystkie grzechy boga. A lustro pleców tysiąca wykrzywi co wiesz na pewno. Aniołem wszak jesteś
Jak mogłaś? Zostawić mnie samą bez wyjaśnień, bez tłumaczeń! Patrzeć jak płaczę i nie otrzeć moich łez? Jak mogłaś po prostu odejść bez słów? Jak mogłaś nie wrócić, gdy tak bardzo tęskniłam?